947 views, 167 likes, 53 loves, 6 comments, 4 shares, Facebook Watch Videos from Na Mierzeję: Dobrej nocy Życzę zdrowia ,radości i dobrej pogody na calutki dzionek.;) wan22 2021-12-04 Serce się śmieje patrząc na taki widok - dziękujęWitam i pozdrawiam najserdeczniej w sobotę !!!! Jul 15, 2019 - This Pin was discovered by Robert Kustra. Discover (and save!) your own Pins on Pinterest 53 views, 5 likes, 0 loves, 0 comments, 0 shares, Facebook Watch Videos from Cheek2Cheek: Dobrej nocy ⭐️ Tagi: ⚡ Miłego wieczoru i dobrej nocy, gify ruchome, Miłego wieczoru i dobrej nocy obrazki z napisami, Miłego wieczoru i dobrej nocy kartki, animacje, Miłego wieczoru i dobrej nocy życzę, życzenia i zdjęcia, Miłego wieczoru i dobrej nocy fajne kartki Takie rozwiązania wykorzystano m.in. w telefonach z serii Huawei P40. Wiele nocnych zdjęć uzyska lepszy efekt, jeśli przekonwertujemy je do czerni i bieli. Obecnie takie możliwości mamy . Pamiętacie moje zeszłoroczne wyjście w noc andrzejkową ze statywem i aparatem? Wspólnie ze znajomymi włóczyliśmy się w okolicach schroniska Samotni i Strzechy Akademickiej rejestrując kolejne kadry przedstawiające piękno rozświetlonej od wielkiego księżyca nocy w Karkonoszach? Jeżeli nie to później odsyłam Was do poprzedniego tekstu Noc jak dzień? Nocne zdjęcia Karkonoszy, jednak obecnie zapraszam do najnowszego materiału, w którym chcę Wam pokazać jak wyglądają góry przystrojone białym śniegiem, gdy nie ma już turystów na szlakach (poza nielicznymi wyjątkami), czyli po prostu jak wygląda noc w jest jeszcze ciepła od naświetlania, statyw zmarznięty od otaczającego nas mrozu, rozładowane baterie ładują się, a w palcach powoli wraca czucie, gdyż zmarzły na kość. Jednak dzięki wspaniale spędzonego weekendu w Karkonoszach z olbrzymią przyjemnością przeglądam poszczególne kadry i uśmiecham się sam do siebie. Tak było warto stać na mrozie, walczyć z przeciwnościami losu, tupać nogami o śnieg, aby się, choć trochę rozgrzać i wyczekiwać kolejnych sekund, aby scena została z sukcesem zarejestrowana. Miejsce niby to samo – okolice schroniska Samotni w Karkonoszach, śnieg niby wygląda podobnie, księżyc ten sam, lecz rok starszy, gwiazdy nadal na nieboskłonie są a jednak warunki zupełnie inne. Wiatr to element, który nie do końca do tej układanki pasuje. Każdy, kto choć raz rozstawił statyw, dobrał odpowiedni kadr i naświetlał przez kilkadziesiąt sekund wie, że wiatr nie jest jego sprzymierzeńcem. Wie, że od jego powiewu zależy efekt końcowy. Próbuje swoim ciałem zasłaniać statyw, aby każdy powiew trafiał w moje plecy, próbuje wyczekiwać momentów, gdy jego siła jest o wiele mniejsza, lecz i to nie zawsze pomaga. Teraz to wydaje mi się śmieszne jak pod koniec 30 sekundowego naświetlenia powiew wiatru był tak duży, że straciłem na chwile równowagę i wpadłem na aparat. Niestety naświetlanie trzeba było powtórzyć. Jednak coś w tym jest, że człowiek kolejny raz przyszedł tutaj słysząc swój oddech i kroki na śniegu. Przystanął, rozstawił sprzęt i czeka na naświetlenie. Dookoła panuje mróz – termometr pokazuje zdecydowanie poniżej -11 stopni, jednak patrząc na to jak wygląda noc w Karkonoszach od razu uśmiech maluje się na twarzy. Jest pięknie i liczę, że moje zdjęcia, choć w niewielkim fragmencie pokażą piękna noc w Karkonoszach. Jest już późno, turyści, którzy odwiedzili góry tylko za dnia, już dawno rozgrzewają się na dole w Karpaczu lub Szklarskiej Porębie pijąc grzańce lub góralską herbatkę. W górach zostali praktycznie tylko ci, co śpią w schroniskach lub ci, co lubią nocne wędrówki. Pomimo, że do kalendarzowej lub astronomicznej zimy brakuje kilku dni, to całe Karkonosze już są przykryte warstwą pięknego białego śniegu. Biel śniegu, granat nieba, naturalne oświetlenie księżyca, miliony gwiazd to sceneria, którą można podziwiać nocą w Karkonoszach. Jesteśmy z dala od cywilizacji, informacji, wiadomości, newsów, tragedii i szczęśliwych wydarzeń, jest cisza i spokój przerywana mocnymi podmuchami wiatru. Tylko tyle lub aż tyle. Zapraszam do galerii nocnych zdjęć Karkonoszy, która mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu. Nocne zdjęcia miasta to bardzo popularny i często podejmowany temat. Magiczne zachodzące słońce tworzy bajeczne barwy na niebie. Jednak dla mnie najciekawsze jest zawsze to, co dzieje się chwilę po zachodzie słońca, gdy niebo ma jeszcze niesamowite kolory niebieskiej i granatowej barwy. Czas, gdy jeszcze nie ma smolistych czerni, które mi osobiście nie podobają się w fotografii miasta. Wtedy pakuję swój sprzęt i kończę plener. Zatem jak robić nocne zdjęcia miasta? Poniżej znajdziecie prosty poradnik, który pomoże Wam podejść do treści1 Najważniejsze to odpowiednia pora2 Wybierz wcześniej miejsce3 Sprawdź prognozę pogody4 Dopasowany sprzęt5 Filtry6 Technika fotografowaniaNajważniejsze to odpowiednia poraJak już wspomniałem nie lubię i bardzo rzadko robię zdjęcia nocą. Nie podoba mi się smoliście czarne niebo na zdjęciach, które niewiele wnosi. Oczywiście jak ma się dobry pomył i przepięknie ugwieżdżone niebo to można zrobić piękne zdjęcia, jednak osobiście wolę moment tuż po zachodzie słońca tzw. blue hour, gdy niebo ma jeszcze niesamowitą granatowo-niebieską barwę, a dookoła jest mnóstwo sztucznego światła ulic, budynków i samochodów. W różnych częściach świata „fotograficzny” czas trwa od kilku minut np. w Azji bardzo szybko robi się ciemno do kilku godzin np. białe noce w Skandynawii, zatem warto o tym pamiętać planując swój plener. Warto pamiętać także o tym, że lepiej być „kilka minut wcześniej niż choćby minutę za późno”. Trzeba sobie tak zaplanować czas przyjazdu/dojścia na miejsce, aby być trochę wcześniej niż np. godzina zachodu po zachodzie wcześniej miejsceZnajdź sobie odpowiednie miejsca podczas spacerów w ciągu dnia. Obserwuj krajobraz miasta, ulice, chodniki, budynki, ułożenie kształtów i brył względem stron świata i wybierz takie miejsce, które w wieczornej scenerii „zagra” najlepiej. Trzeba to zrobić wcześniej, ponieważ wieczorem nie będzie już na to czasu – ustawimy statyw w danym miejscu, wybierzemy interesujący nas kadr i mamy tylko kilka minut, aby wykonać kilka nocnych zdjęć miasta. Nie ma czasu na bieganie ze statywem i wybieranie innego miejsca, bo czas jest naszym przeciwnikiem. Oczywiście nie zawsze jest to prawda, ponieważ są takie miejsca, gdzie nie trzeba się spieszyć. Wystarczy, że wspomnę wspaniały plener z Pawłem w Sztokholmie, gdzie robiliśmy zdjęcia przez całą noc, ponieważ panowały wtedy białe noce i słońce praktycznie nie zachodziło, ale to raczej odstępstwo od Most Rędziński, najwyższy most w PolsceSprawdź prognozę pogodyPowinniśmy sprawdzić, jakie warunki pogodowe będą wieczorem, aby odpowiednio się do nich przygotować lub podjąć decyzję, że jednak nam nie odpowiadają i odpuszczamy najbliższy po zachodzie słońca – wspominane „klimatyzatory”.Dopasowany sprzętFotografowanie miasta nocą nieodłącznie wiąże się z długimi czasami naświetlania, zatem w naszym wyposażeniu musi znaleźć się stabilny statyw. Oczywiście znajdą się osoby, które robią nocne zdjęcia z „ręki” ustawiając wysokie ISO, lecz nigdy nie podzielałem ich entuzjazmu, jeżeli mówimy o nocnym krajobrazie miasta. Co innego nocna fotografia ludzi. Warto zainwestować w wężyk spustowy lub pilot, który pozwoli nam bez poruszenia aparatu wyzwolić migawkę. Jeżeli nie posiadamy to można także skorzystać z samowyzwalacza ustawionego na np. 5s i też wykonamy nieporuszone zdjęcia. Dodatkowo należy pamiętać o dodatkowej baterii, bo nie ma nic gorszego jak rozładowana bateria w trakcie pleneru, a długie czasy naświetlania potrzebują więcej energii. Czasami nasze oko nie zawsze jest precyzyjne w kwestii linii poziomu, więc warto zaopatrzyć się w prostą poziomicę zapisaną w sanki lampy błyskowej. Coraz więcej aparatów ma wbudowany „sztuczny horyzont” w oprogramowanie, z którego także warto korzystać. Napiszę jeszcze o banale, który jest często pomijany – parasol. Nigdy do końca nie wiemy czy nie napotka nas deszcz, a nie ma nic gorszego jak padające krople wprost na filtr lub obiektyw. Sam się o tym przekonałem robiąc nocne zdjęcia w Dreźnie. Dzięki parasolowi ochronimy nasz aparat i także Most Milenijny oraz Most Rędziński w zwolennikiem używania filtrów w trakcie robienia zdjęć, a nie w postprocesie w programie graficznym, zatem u mnie zawsze pod ręką gotowe do użycia są trzy rodzaje filtrów:filtry połówkowe neutralnie szare z miękkim przejściem tonalnym: GND soft i GND softfiltr pełny neutralnie szary: ND8, ND64, ND1000filtr polaryzacyjny kołowySliema – restauracja jednego z fotografowaniaNie napiszę tu nic odkrywczego, lecz czasami warto pamiętać o prostych elementach podczas robienia nocnych zdjęć miasta:Ustawić stabilnie i wypoziomować najniższą dostępną wartość ISO w wszelkie stabilizacje obrazu w aparacie i funkcję wstępnego podnoszenia lustra – jeżeli mamy taką opcję, aby zminimalizować poruszenie aparatu spowodowane klapnięciem odpowiedni kadr i zrobić dobre Główny – dworzec nadzieję, że mój prosty poradnik o tym jak robić nocne zdjęcia miasta pomoże Wam w rozpoczęciu swojej przygody z nocną fotografią i efekty będą cudowne. Jeżeli w poradniku nie znalazły się odpowiedzi na trapiące Was pytania, to śmiało piszcie w komentarzach, a postaram się do zobaczenia kilku przykładowych moich galerii:Petronas Towers – symbol Kuala LumpurMagiczny wieczór w DreźnieWrocławski Port Lotniczy po zachodzie słońcaWieczorny spacer po SztokholmieBajeczny Singapur po zachodzie słońca Na koniec nie pozostaje już nic innego jak wyznawać starą fotograficzną zasadę „f8 and be there”, bo zdjęcia same się nie zrobią. Życzę wam owocnych kadrów i szczęścia z pogodą. Łukasz Kędzierski - etatowy miłośnik podróży z plecakiem i aparatem. Nieustannie patrzy na świat przez wizjer aparatu, aby uchwycić piękno otaczającego nas świata. Zafascynowany Azją Południowo-Wschodnią, którą nie może się nacieszyć i dlatego ciągle tam wraca. Wspinaczka, buldering, jaskinie, kanioning oraz nurkowanie często przewijają się przez jego wyjazdy. Pokazuje, że można podróżować z małym dzieckiem, bo to nic trudnego - wystarczy chcieć -> Specjalizacja nurkowa > Nurkowanie nocne Dlaczego nurkujemy w nocy? Jest to nasza naturalna ciekawość, okazja do obserwowania nowych form życia, bliski kontakt z rybami i innymi organizmami, nowe spojrzenie na „stare” miejsce nurkowe, okazja do zobaczenia „prawdziwych kolorów”. Cele kursu Pogłębienie teoretycznej wiedzy na temat nurkowania nocnego, rozwinięcie Twoich umiejętności nurkowych. Umożliwienie zaplanowania, zorganizowania i bezpiecznego przeprowadzenia nurkowań po zachodzie słońca i zwiększenie nurkowego doświadczenia. Jak długo trwa kurs? Kurs można przeprowadzić w ciągu jednego dnia. Teorię oraz wszystkie aspekty praktyczne omawiamy w ciągu dnia, a nurkowanie przeprowadzamy pomiędzy zachodem a wschodem słońca. Wymagania wstępne PADI Open Water Diver lub równoważny certyfikat innej organizacji nurkowej. Zapisz się na kurs lub zadaj pytanie! Kurs nurkowania w Szczecinie dla zaawansowanych – ukończyłeś szkolenie wstępne na kursie nurkowania w Szczecinie, zrozumiałeś, czego chcesz i jesteś gotowy, aby iść dalej. Odkryj wielkie głębiny, odwiedź zatopione obiekty, opanuj pływalność i naucz się używać podwodnego aparatu, a nie latarki. Chcesz mieć większą pewność w poruszaniu się pod wodą, identyfikowaniu potencjalnych zagrożeń i radzeniu sobie z nimi. Popraw swoje umiejętności – nowe przygody czekają na Ciebie. Kurs nurkowania w Szczecinie dla zaawansowanych Jesteś już certyfikowanym nurkiem i wykonałeś już kilka nurkowań, doświadczyłeś dreszczyku dotyku niesamowitego podwodnego świata. Jednak wiesz, że jest o wiele więcej. Instruktorzy naszego kursu nurkowania w Szczecinie pomogą Ci odkrywać nowe obszary i doskonalić umiejętności nurkowe. Ucząc się z nami zyskasz większą pewność siebie i możliwość zobaczenia najciekawszych zakątków podwodnego świata. Zaawansowane szkolenie wprowadza do nurkowania w różnych warunkach. Zwykle wykonuje się następujące nurkowania: głębokie, podwodne, wrakowe, identyfikacja ryb, nurkowanie z łodzi, nurkowanie w dryfie, poszukiwanie i wiele innych. Cała teoria i praktyka odbywają się ze statków na morzu, bez zajęć i testów. Tylko morze, słońce, zabawa i radość z nowych odkryć. Fotograf podwodny (specjalizacja) Fotografia podwodna to cała sztuka, ogromny świat kolorowych rzeczywistości i niesamowite uczucie oglądania wspaniałych zdjęć w rodzinnym albumie. Weź udział w szkoleniu cyfrowego fotografa podwodnego i opanuj sztukę w 100%.Technologie cyfrowe rozwijają się tak szybko, że dziś wysokiej jakości zdjęcia można wykonywać nie tylko na lądzie, ale także głęboko pod wodą. Jednak tylko ręce profesjonalisty mogą stworzyć prawdziwe arcydzieła sztuki fotograficznej, dlatego nie można obejść się bez dobrej szkoły w tej materii. Szkoła dla nurków zaprasza wszystkich do wzięcia udziału w kursie nurkowania w Szczecinie w zakresie fotografii podwodnej, aby nauczyć się korzystać z nowoczesnej technologii cyfrowej pod wodą. Dzięki dużemu doświadczeniu i profesjonalizmowi naszych instruktorów, kursanci będą mogli doświadczyć najnowszych technologii tworzenia wysokiej jakości fotografii podwodnej. Program kursu nurkowania w Szczecinie – fotografia podwodna Podczas szkolenia zaoferujemy opanowanie unikalnej metody fotografii podwodnej. Po opanowaniu programu kursu będziesz mógł nawigować w każdej sytuacji pod wodą, szybko skonfigurować sprzęt i przenieść go do pożądanego trybu. Tworzyć unikalne zdjęcia, aby później móc podzielić się nimi z przyjaciółmi i osobami o podobnych poglądach. Zrozum różnicę między fotografowaniem na lądzie i pod wodą: Załamanie promieni świetlnych lub jego brak. Spadek kontrastu kolorów wraz ze wzrostem głębokości. Naucz się prawidłowego przygotowania sprzętu fotograficznego do nurkowania. Opanuj techniki utrzymywania pływalności podczas robienia zdjęć. Ponadto wszyscy bez wyjątku uczestnicy kursu znurkowania w Szczecinie (dla zaawansowanych) zostaną nauczeni, jak wykorzystać nowoczesną technologię komputerową do poprawy jakości i obróbki zdjęć tworzonych pod wodą. Aby zapoznać się z podstawami fotografii podwodnej, musisz mieć minimalny poziom nurka Open Water Diver i dobre zdrowie. W trakcie programu nauczysz się: Umiejętnie dobrać i zastosować nowoczesny sprzęt do fotografii cyfrowej. Edytować dowolne zdjęcie. Poznać podstawowe zasady osiągania wysokich wyników. Zdobyć uprawnienia do kontynuowania szkolenia w celu osiągnięcia najważniejszego dla każdego nurka tytułu – mistrza nurkowania. Specjalizacja nurkowanie nocne na kursie nurkowania w Szczecinie dla zaawansowanych Opanowanie nurkowania nocnego oznacza świeże spojrzenie na podwodny świat. Weź udział w kursie nurkowania w Szczecinie i naucz się wszystkich sztuczek. Nurkowanie to całe życie, podczas którego człowiek w każdej chwili uczy się czegoś nowego i nieznanego. Zanurzając się w wodzie ze sprzętem do nurkowania, nie sposób już zapomnieć tego niesamowitego poczucia wolności od wszystkiego, co zwyczajne i pierwszej świadomości wielkości głębin morskich, w których człowiek jest tylko ziarnkiem piasku. Doświadczeni nurkowie twierdzą, że nie ma nic piękniejszego niż moment, kiedy skafander jest już założony, sprzęt jest sprawdzany i zaraz nastąpi kolejne nurkowanie. Tylko jedno – nurkowanie pod osłoną nocy. Wyjątkowa atmosfera, nowe doznania i możliwość zobaczenia tego, czego nie widać w świetle dziennym. Aby jednak nauczyć się poruszać pod wodą przy braku widoczności, trzeba odpowiednio się przygotować. Wyniki nauki: Dowiesz się, jak w nocy oznaczać miejsca wejścia do wody. Nurkowanie nocne stanie się o wiele ciekawsze i bezpieczniejsze, gdy nauczysz się technik poprawy widoczności pod wodą w warunkach słabej widoczności z latarką. Odnalezienie brzegu lub statku w ciemności nie będzie już dla ciebie trudne. Dowiedz się, co zrobić, jeśli twój partner nagle zniknął z pola widzenia. Zrozumiesz, że zgaszona latarnia to oczywiście problem, ale można go również rozwiązać. Uzyskasz kompetentne, szczegółowe instrukcje, jaki sprzęt wybrać do nurkowania nocnego, aby całkowicie uchronić się przed ewentualną siłą wyższą. Dowiesz się, czym jest nurkowanie nocne w praktyce, opanujesz podstawowe techniki nurkowania w wodach ciemnych i błotnistych, a także zrozumiesz różnicę między tymi dwoma pojęciami. Aby zakwalifikować się do programu, musisz być w dobrym zdrowiu i mieć minimalny poziom Open Water Diver. Szkoła nurkowa zaprasza wszystkich do zdobycia najważniejszej wiedzy i umiejętności nurkowych w ramach wszystkich istniejących obecnie programów szkoleniowych. Po każdym kursie nurkowania w Szczecinie otrzymasz certyfikaty uprawniające do kontynuowania nauki na kolejnym poziomie. Łukowato wygięty archipelag wysp, położony za kołem polarnym, nad Morzem Norweskim. Wyrzeźbione przez lodowiec, tworzone przez ruchy tektoniczne naszego globu dają obraz taki, że nie ma człowieka na ziemi, który by się nie zachwycił. Morze jest tutaj czyste jak przystało na wody Atlantyku. Golfsztrom niesie ze sobą z południa ciepłą, żyzną wodę, który łagodzi klimat. To sprawia, że są to idealne warunki dla morskich mieszkańców. Pod wodą można zobaczyć piękne lasy brunatnic, alg, które wg. niektórych płetwonurków są równie fascynującym widokiem jak rafa koralowa. Nurkowanie NorwegiaNasza podróż na miejsce to niezwykła przygoda: Wyjeżdżamy z Warszawy. Jedziemy samochodami, niektórzy z dzieciakami, dla nich to będzie też wyprawa życia. Najpierw do Gdańska, stamtąd promem do Nynashamn w Szwecji i dalej przez Szwecję do Silesia - niczego sobie. Kabiny są luksusowe, z łazienką. Oprócz tego - kawiarnia, restauracja, pub, dyskoteka, dancing - można używać całą noc, ale niestety przed nami jakieś lekko ponad 1000 km zatem lepiej się wyspać bo droga długa, na szczęście nie tak męcząca jak w innych krajach Europy. Dlaczego? Mały ruch, brak reklam przy drogach przykuwających wzrok mimo woli i wspaniałe pejzaże. Brak nocy, to też nasz sprzymierzeniec w kiełbaski z grilla na świeżym powietrzu przyglądając się znikającemu brzegowi Polski, potem pub, no... jedno piwko można... Teraz pora na sklepy bezcłowe. Warto kupić białe wino do ryb. Planujemy je jeść codziennie. Obładowani butelkami idziemy spać. Rano ok. 8 budzi nas miły głos, zapraszając na śniadanie (po szwedzku: frukost). Pani włącza się co 15 minut, nie dajemy się długo prosić. Schodzimy do restauracji. Śniadanie - szwedzki stół - kosztuje 50 SEK (około 22 zł.). Jedzenia pod dostatkiem - parówki, jajka, sery, jogurty, owoce i ciasta. Można jeść do woli. Objadamy się do granic możliwości, czeka nas cała doba w samochodzie, a ceny w nielicznych barach w Skandynawii mogą spowodować zawrót dopływamy. Jesteśmy na pięknej, szwedzkiej, ziemi. Jest cieplutko i przecudownie. Omijamy Sztokholm. Może zwiedzimy go w drodze powrotnej? Jedziemy do miejscowości Uppsalli. Mamy przed sobą 800 km autostrady w Szwecji, przez Sundsvall do Umea, później skręcimy w tundrę, wjedziemy do Norwegii. Ale po kolei... Jedziemy wytrwale przez kilka godzin. Na autostradzie rozpędzamy się do 140km/h. Jakby stał gdzieś radar to po nas. W końcu robimy przerwę na posiłek. W przydrożnym barze łosoś i smaczna kawa stawiają nas na nogi. Można jechać dalej. Za oknem dzika przyroda, jeziora, naprawdę jest, na co popatrzeć. Taki widok zapada głęboko w pamięci. Robi się późno. Jest 23, a na dworzu ciągle jasno. Więc tak wygląda dzień polarny. Niesamowite wrażenia i mnóstwo dowcipów na ten temat będą nam towarzyszyć do końca wyjazdu.... kto idzie na nocne? Kiedy otwierają sklep nocny? A niech ktoś spróbuje wytłumaczyć czterolatkowi, aby położył się spać, bo jest środek nocy. Możemy się tylko domyślać, że dzieciaki uważają wówczas rodziców za zjeżdżamy z autostrady i wjeżdżamy w tundrę. Nie widać żywej duszy, ba! Tu nawet ptaków nie słychać. Wokół karłowate drzewka, przechadzają się renifery dokładnie tak jak u nas czasami krowy. Bajka. Dzieciaki mają zadanie bojowe i liczą znaki drogowe. Naliczamy 54 znaki „Uwaga Łoś". Przekraczamy norweską granicę, właściwie tego nie zauważając. Słońce cały czas na niebie. W środku nocy przy bezwietrznej pogodzie jest to widok tak fascynujący, że trudno to opisać. O 4 nad ranem - zatrzymujemy się nad pięknym górskim jeziorem. Pstrykamy parę zdjęć. Jest tak jasno, że nie potrzeba flesza. Gdy później oglądamy zdjęcia, stwierdzamy, że są 6 nad ranem jesteśmy na kole podbiegunowym, 692 m. Biegamy po śniegu jak dzieci. Czerwiec, a my po kolana w śniegu. Zmęczeni i zauroczeni. W tym miejscu trudno znaleźć, choć malutki krzaczek, nie mówiąc już o drzewie. Znajdziemy tu tylko małe rośliny ledwo wyrastające nad ziemię, równie piękne jak flora dżungli, ale wszystko jest niezwykle drogi przez Norwegię prowadzi przez tundrę i góry. Widoki są naprawdę oszałamiające. Górskie wodospady tuż przy drodze robią wrażenie. Błyszczące skały od wilgoci i spływającej zewsząd wody zapierają dech w piersiach. Niedaleko Skutvik (skąd odpływa prom na Lofoty) jest miejsce, w którym urodził się i mieszkał Knut Hamsun - wybitny norweski pisarz, Noblista. Sama podróż przez Szwecję i Norwegię jest już nie lada przygodą. Przed nami dwa tygodnie pobytu w jednym z najpiękniejszych miejsc na ze Skutvik odpływa o 11. O 13 jesteśmy w Svolvar na Lofotach. Widok Lofotów coraz bliżej mimo woli przykuwa nasz wzrok, jednak siły przyrody są silniejsze. Musimy się przespać, choć zdrzemnąć. Jesteśmy padnięci, mamy przed sobą już tylko kilka kilometrów. Mieszkamy w Lingvaerstua Camping koło zapiera nam dech w piersiach. Mamy domek na wzgórzu, tuż nad morzem. Woda za oknem ma kolor lazurowy. Na horyzoncie góry, a przejrzystość powietrza jest taka jak w żadnym dotychczas widzianym przez nas miejscu na świecie. Rewelacja, już cieszymy się ze zdjęć, które jeszcze nie zostały wykonane, ale powietrze i kąt padania promieni słonecznych zapowiada rewelacyjne odbitki. Temperatura powietrza 25'C, woda 8'C. Warunki mieszkalne bardzo dobre. Dom jest przeznaczony dla 26 osób, mieszkamy w nim sami. Mamy do wyłącznej dyspozycji łazienki i duże dwie przytulne kuchnie. Zmęczeni od razu idziemy spać. Później będziemy (sprawa umowna, bo i tak jest jasno) kilka osób wyrusza na rybny rekonesans. Wracamy po godzinie z wiadrem dorszy i polocków. Trzeba je obrać, usmażyć...mhmm...pycha. I tak codziennie. Dorsz smażony, wędzony, zupa z dorsza, sos z dorsza, gulasz z dorsza, a nawet tort, ale z halibuta. Potem mamy dosyć. Polski schabowy albo bigosik to by było niezliczone ilości dorszy ściągają tutaj na tarło, jesienią zaś w pogoni za śledziami zaglądają tu orki i walenie. Rybacki sezon na dorsza trwa od stycznia do kwietnia. Wówczas niezliczone ilości kutrów rybackich, łodzi motorowych i wszystkiego, co pływa, ciągnie z łowisk tony ryb. Ilości ryb są tak ogromne, że trudno to sobie wyobrazić. Złowiony przez 5 letniego Alka dorsz był rekordową sztuką tego dnia. Połów ryb nie wymaga dużej wprawy. Jedynie, co trzeba mieć to mocny, morski sprzęt, bo ryby nie są małe a trafiają się sztuki, o których krążą legendy. Samemu, ciężko je wyciągnąć na łódkę. Zasada przy połowie jest prosta - im dalej wypłyniemy łódką tym większe ryby złowimy. Przynęta na dorsza zwykle nie zdąża zlecieć na dno, bo wcześniej siedzi tam już ryba. Tu naprawdę można przebierać, jakiej wielkości ryby chcemy przywieźć do nurkowań organizujemy sami. Mamy już małe rozeznanie, w końcu to nie jest nasz pierwszy raz w tym miejscu. Sprężarkę przywieźliśmy ze sobą, małą łódź z silnikiem wypożyczamy na miejscu. Lofoty należą do płytszych fiordów w Norwegii. Dlatego też z rzadka schodzimy głębiej niż na 20 m, aczkolwiek są i takie miejsca gdzie 40 metrów i więcej to standard. Nurkując w ten sposób dostępne są dla nas lasy brunatnic, podwodne ściany, kaniony, a nawet od Olderfjord'u. Raptem 15 minut drogi autem od miejsca gdzie mieszkamy. Malowniczo położony fiord, który zamyka się w stronę północną, a od południowej strony łączy się z olbrzymimi masami wody przepływającymi miedzy południową i północną częścią wysp archipelagu. Szukamy miejsca dogodnego do zejścia do wody. Parkujemy auta i podziwiamy widoki. Po chwili zjawia się jakiś człowiek z domku naprzeciwko tego zejścia. Okazuje się,że jesteśmy na prywatnym terenie, szczęśliwie ludzie są tu przyjaźni. Dowiedzieliśmy się nawet, że człowiek ów jest znanym w okolicy uzdrawiaczem stosującym metody naturalne. Podobno przyjeżdżają do niego klienci nawet z odległych krajów, nie tylko na leczenie, ale też na nauki. Cóż, w razie choroby, będziemy wiedzieć gdzie się tym miejscu nurkujemy cztery razy. Na początku nurkowanie wygląda podobnie jak w polskim jeziorze. Po chwili jednak znaleźć można rozgwiazdy. Byłoby to zbyt proste gdyby w tym miejscu temat rozgwiazd skończyć. Nie, te rozgwiazdy są zupełnie inne od tych, które widzieliśmy w różnych częściach świata. Są takie, które maja tylko trzy ramiona, ale są i takie, które mają ich 14. Ich barwy przyciągają wzrok. Na szarym tle dna fiordu wygląda to jakby eksponat z innej bajki. Zachwyceni tymi barwami robimy zdjęcia wszystkim możliwym rozgwiazdom. Po przepłynięciu dłuższego odcinka spotykamy na kamieniach potężne, nie - duże, a potężne, białe, jak niedźwiedź polarny ukwiały. Tak duże widzieliśmy tylko w tym miejscu, podobnie zresztą jak zębacza wielkości człowieka, którego, lekko mówiąc, omijaliśmy z odległości 5 metrów. Nie ma szans, aby wygrać z nim starcie na podwodna kuszę. Widząc jego olbrzymie zębiska czujemy się trochę jak w klatce, na którą naciera właśnie wielki ludojad. W tym fiordzie zobaczymy dużo meduz i perłopławów. Są tu także ślimaki nagoskrzelne, kilka rodzajów krabów. W przybrzeżnej części - las brunatnic. Jednak wspaniałych lasów z alg, brunatnic czy morszczynów do głębokości 20-40 metrów tu nie zobaczymy. Temperatura wody na powierzchni 12'C. Na dnie 6... Kolejne nurkowanie robimy na wraku statku, który zatonął w samym centrum portu Svolvaer czyli stolicy Lofotów. Niezwykłe nurkowanie, gdyż wokół odbywa się normalny ruch promowy, wre robota portowa, a my wchodzimy do wody w tym całym zgiełku i pod woda płyniemy do wraku. Można go łatwo zlokalizować gdyż maszt wystaje ponad wodę. Wystarczy wziąć namiar na kompas i nie ma możliwości abyśmy na niego nie trafili pod wodą. Przejrzystość jak to w porcie nieco słabsza, ale kolos dostarcza nam nie lada do niego grzbietem skalnym, na który to właśnie ten statek wpłynoł. Poniżej 15 metrów głębokości przejrzystość spada poniżej 5 metrów dlatego okrążamy wrak nie przekraczając tej głębokości. Leży na lewym boku. Jest drewniany i ma dużo ciekawych elementów zachowanych do dzisiaj. Olbrzymie luki do ładowni zapraszają do środka. Cóż może następnym razem? Wszędobylskie stada polocków pozują nam do zdjęć w każdej części wraku. Statek w najgłębszym miejscu leży na 30 metrach głębokości. Długość około 80 metrów. Tego samego dnia na kolejne nurkowanie jedziemy samochodami szukać innego ciekawego nurkowiska. Naturalnie mamy już fachową mapę batymetryczną. Łatwo z niej wypatrzyć gdzie stok szybko opada, a więc jest szansa na znalezienie ściany i czystej wody. W ten sposób znaleźliśmy jedno z najlepszych miejsc do nurkowania podczas całego przy miejscowości Stordalen. Około 10 km za Svolvaer w kierunku wschodnio-północnym. Musimy jechać wzdłuż brzegu, który mamy po lewej stronie. Z mapy wypatrzyliśmy, iż tuż przy drodze jest mała plaża i od razu głębokość 54 metry. Bez zastanowienia szukamy tego miejsca. Trafiamy idealnie. Piaszczysta plaża, można wjechać samochodem. Wchodzimy do wody od południowej strony i niestety musimy trochę ‘popedałować' na płetwach na wschód, aby dostać się do krawędzi podwodnego urwiska. Dno opada dość gwałtownie. Wspaniałe łąki alg z ukrywającymi się dorszami, polockami i halibutami. Kilka rodzajów ślimaków nagoskrzelnych. Formacje skalne ułożone jakby w kształcie schodów. Najgłębiej dotarliśmy do 40 metrów gdzie woda była tak oszałamiająco przejrzysta, iż wykonaliśmy tu jeszcze kilka nurkowań. Patrząc w dół widzieliśmy ciemną otchłań. Jeśli ktoś nurkował na j. Hańcza, to z pewnością już wie o jaki efekt dnia jedziemy za wschodnią część portu Svolvaer. Za kamienistym molo leży kolejny wrak. Tu już musieliśmy zdobyć konkretne namiary gdyż molo jest długie i moglibyśmy szukać wraku kilka dni, a rybacy lubią stawiać tu sieci wiec tym bardziej trzeba uważać. Plan musi być dokładny. Mniej więcej w połowie molo po wschodniej stronie są betonowe schody do wody. Tu wchodzimy. Płynąc kursem 130º lub 150º trafimy na wrak. Najpierw zobaczymy ogromne kotły, a potem sam kadłub. Dość dobrze zachowany. Maksymalna głębokość to 32 metry. Z racji tego, że jesteśmy w pobliżu portu przejrzystość wody nie przekracza 12 metrów. Od północnej strony wraku jest wielkie usypisko skał, na które prawdopodobnie wpłynął ten statek. Wokół sieci. Trzeba uważać aczkolwiek w sieciach zobaczyć można cały przekrój fauny tutejszych wód. Od około 10 metrów głębokości do powierzchni znajdziemy wspaniałe łąki brunatnic, między którymi pływają niezliczone ilości ryb. Pod liśćmi alg znajdziemy kraby, ślimaki i inne organizmy. Trzeba mieć tylko wyszkolone oko, aby je wpatrzeć w tej gęstwinie zieleni. Nie bez powodu wypożyczyliśmy małą łódź motorową. Podczas odpływu wody tutejsze pokazują niezbadane wierzchołki skał, które zazwyczaj oznaczone są długą metalowa tyczką w celu ostrzeżenia nawigacyjnego. Nazywamy te miejsca iglicami, a nurkowanie możliwe jest tylko po dopłynięciu łódką. W zależności od fazy pływów wskakujemy do wody i do wierzchołka mamy 2-3 metry głębokości albo po wejściu do wody stoimy na takiej skale po kolana w wodzie. To niesamowite, gdy widzi się człowieka stojącego po kolana w wodzie na środku nasze wyprawy łódkowe od najbliżej położonej drogi wysepki od brzegu płynie się 10 minut. Od północnej strony wyspy nagie skały nie dostarczają nam większych emocji, natomiast od południowej strony wspaniały las brunatnic, ślimaki nagoskrzelne, kraby, zębacze, mieniące się w słońcu olbrzymie polocki. Wyspa opada od tej strony do 26 metrów, od północnej strony znajdziemy 22 metry. Dalej już tylko morski piach, na którym widać od czasu do czasu flądry i przepływające leniwie dorsze. Odrywając się trochę od nurkowania w okolicach gdzie spaliśmy postanowiliśmy ruszyć dalej w stronę Atlantyku, aby pozwiedzać okolice i może znaleźć jakieś nowe, fascynujące miejsce nurkowe. Po około godzinie jazdy docieramy nad ocean. Dalej nie ma już nic, tylko biegun północny. Mały port rybacki, który teraz, po sezonie dorszowym, jest jakby w letargu. Nikogo nie ma, a mewy wiją sobie gniazda na pomostach. Mogliśmy przyjrzeć się jajom i mewom z takiej bliskości jak nigdy wejść do wody, aby zanurkować w Atlantyku. Cóż, pomysł nie był najlepszy, ale zawsze to jakieś doświadczenie. Płytko. Maksymalna głębokość, którą znaleźliśmy to sześć metrów. Jeśli dodamy do tego falowanie to domyślacie się, że bujało nami pod wodą jak na karuzeli. Zachęciły nas niesamowite łąki podwodne widoczne z portu. Inna sprawa, że takiej ilości raków pustelników nie widziałem w żadnym inny miejscu. Dosłownie całe dno się ruszało. Wystarczyło wziąć garść muszelek z dna i trzymaliśmy w ręku jakieś 20 raków pustelników. Kolejne miejsce to wysepka Spandete. Podobnie jak poprzednia, zarośnięta wspaniałym lasem alg. Wyspa kończy się na 32 metrach i dalej zobaczymy już tylko piach. Falowanie odczuwaliśmy już na 20 metrach. Trochę nas to martwiło gdyż większość zwierząt ucieka wówczas na głębsze partie wody. Po wynurzeniu słyszeliśmy odgłos foki, która widocznie odpoczywała sobie na tej nurkowania odbyliśmy z tutejszym centrum nurkowym. Niezapomniane dla nas nurkowanie w dryfie, w sąsiedztwie fiordu Trolii. Malowniczy, ale wąski, ciasny fiord na powierzchni nie zdradza tego, co czai się pod wodą. Nurkujemy parami. Silny prąd porywa nas od razu na podwodną przygodę. Na pierwszych metrach widzimy stada ryb płynące to pod prąd, to z prądem. Na dnie wszystkie wolne skały porośnięte są miękkimi, kolorowymi ukwiałami. Falują one wraz z morszczynami w rytm szybko przemieszczającej się wody. Spotykamy flądry, zębacze, wieloramienne rozgwiazdy. Po przepłynięciu kilku kilometrów jesteśmy wyciągnięci na powierzchnię. Do naszego fiordu wpływa wielki prom wycieczkowy. Zdawał się ledwo mieścić między ścianami. Widać było jak za przeszklonymi ścianami promu wycieczkowicze machają do nas rękoma popijając drinka i pławiąc się w basenie. Przyczepieni do skały czekamy aż prom przepłynie. Najpierw fala niesiona przed dziobem rzuciła nas na skały, później woda zaczęła nas ciągnąć na środek i znowu przyszła fala rzucająca nas na ścianę. Trzeba było mieć mocne paznokcie. Po przepłynięciu promu kontynuujemy nurkowanie. Warto zaznaczyć, że nasz opiekun na wszytkich nurkowaniach wręcza każdej parze boję i linę. Na dnie lina rozdwaja się i każdy z uczestników przywiązany jest do jednego końca. Jest to bardzo mądre rozwiązanie zważywszy na szybkość prądu, który targa nami pod woda jak liśćmi na wietrze. Bez tego patentu nie ma możliwości, aby partnerzy pod woda się nie pogubili. Wąski fiord, przez który w kilka godzin przelewa się miliony litrów morskiej wody, to jest po prostu niesamowite. Nurkowania tu są o niebo lepsze od tych w nurkowaniu w dryfie, w drodze powrotnej, płyniemy zobaczyć jeden z najsławniejszych i chyba najpiękniejszy fiord Troli. Tego widoku nie da się opisać. Niektórym z nas niemal łza zakręciła się w oku na widok tak wspaniałego miejsca. To było chyba najpiękniejsze miejsce, jakie widzieliśmy w swoim życiu! Dwa orły krążyły nad nami na tle ośnieżonych gór. Szukamy nowych miejsc nurkowych i tak trafiamy na cypel Sildpollneset na którego końcu jest kościół we fiordzie Austenfjord. Zapowiadało się nieźle i rzeczywiście było to jedno z piękniejszych miejsc nurkowych podczas tego wyjazdu. Znalezione znowu przy pomocy mapy batymetrycznej. Mały cypel wbijający się w fiord podpowiadał, że może być to głębokie nurkowanie. Dzień wcześniej padający śnieg zostawił śnieżne szczyty gór. Dla przypomnienia akcja dzieje się w drugiej połowie czerwca. Wspaniała słoneczna pogoda i ta sceneria poruszała serca największych twardzieli. Podczas naszego nurkowania osoby na brzegu powiedziały nam, że ok. 50 metrów na poziomem wody między wzgórzami przeleciały dwa norweskie myśliwce wojskowe. Leciały tak nisko, iż na wodzie utworzyła się specyficzna nurkowanie, jak to w nowym miejscu, dostarczyło nam nie lada atrakcji. Najpierw trzeba dopłynąć do małej wysepki, około 40 metrów od brzegu. Dopiero za nią zanurzamy się i płyniemy w głąb. Dno w niektórych miejscach opada prawie pionowo. Do skał poprzyczepiane morszczyny, brunatnice i inne, nieznane mi dotąd, rośliny. Nurkujemy do 30 metrów gdzie na dnie wita nas kilka zębaczy. Trochę się z nimi ganiamy zanim udaje się zrobić dobre zdjęcie. Najciekawiej jednak wyglądały szczątki dużych ryb, prawdopodobnie dorszy, których z niewiadomego powodu było tu całkiem sporo. Domyślaliśmy się tylko, że powypadały one z sieci podczas połowu rybackiego. Między wysepką, a brzegiem dosłownie kilka metrów głębokości. Doskonałe nasłonecznienie sprawia, iż czujemy się jak w Chorwacji. Na dnie dużo fioletowych, żywych, okrągłych kamieni. Do dziś zastanawiamy się czy to nie były jakieś formy w końcu na iglicy. Między miejscowością Henningsvaer, a Lyngsvaer wystaje kilka samotnych igieł z wody. Ruszamy na tą najbliżej brzegu. Wysiadamy z łódki na środku wielkiej wody i stoimy po kolana. Skały w tym miejscu kończą się na 32 metrach. Może z racji zmiany prądu nie widzieliśmy tym razem wielu ryb ale zdecydowanie była to najpiękniejsza łąka podwodna podczas wszystkich naszych nurkowań w okolicy chłodna, ale niewielu z nas ma suche skafandry. Po odpowiednim przygotowaniu (żyletka, rękawice i buty z podwójnymi manszetami) osoby nurkujące w mokrych skafandrach pływają nawet po 1,5 godziny. Nie należy zapominać, że w Norwegii jest właśnie lato i zaczynają się wakacje. Dzieci więcej czasu spędzają nad wodą. Plaże zapełniają się rodzinami. Dopiero teraz widać ile krzywdy zrobiła nam cywilizacja. Czas mija nam błogo na nurkowaniu, leniuchowaniu i zwiedzaniu. Jedyny problem podczas pobytu na Lofotach, to kompletnie rozregulowany zegar biologiczny i brak poczucia czasu. Wieczorna pogadanka przy kolacji kończy się o 2 w nocy tylko dla tego, że ktoś spojrzał na zegarek. Trzeba zasłaniać okno na noc i na początku trochę trudno zasnąć. Można się jednak przyzwyczaić. Zaleta tego taka, ze idąc w nocy do łazienki nie trzeba zapalać światła i wszystkich budzićWreszcie przyszedł czas powrotu. Nie, raczej - niestety wracamy. Znana nam już trasa ciągle wydaje się tak samo fascynująca. Nie sposób nie zatrzymać się o czy w nocy nad górskim jeziorem i zrobić niezapomniane zdjęcie odbijających się czerwono-purpurowych chmur w idealnie krystalicznej tafli wody. Serce napełnia się energią, jakiej nie znajdziemy nigdzie i mimo zmęczenia, jakie towarzyszy nam podczas jazdy trudno odkleić wzrok od szyby samochodu. Jeszcze kilka razy przyglądamy się reniferom z bliska i powoli zbliżamy się do bardziej cywilizowanych zakątków Szwecji. W końcu port, odprawa i nareszcie do łóżka w kajucie. Niektórzy padają z nóg, ale inni jeszcze walczą w pubie i na szok jaki doznajemy w Polsce? Prędkość na drogach. Po dwóch tygodniach pobytu w Norwegii naprawdę przyzwyczailiśmy się do ograniczeń i wolnej jazdy, a tu znowu ‘wolna amerykanka' - teren zabudowany i ...jazda 120km/h. Z początku z oburzeniem patrzyliśmy na tych kierowców, ale cóż, wróciliśmy do to miejsce gdzie będziemy wracać każdego roku. Miejsc nurkowych jest tu co niemiara. Każdego razu znajdziemy coś innego. Zdecydowanie warto zanurkować choć raz z tutejszym centrum nurkowym LofoDykk, gdzie nurkowania są drogie (ok. 200 zł za jedno) ale mamy pewność, że wezmą nas w takie miejsce, ze samochodem byśmy tam nie trafili, a wrażenia godne są tej powrocie do Polski tydzień zajmuje nam przestawienie się na cykl dzień i noc, bo ciężko było nam zasnąć, gdy ciemność za oknem. Dodatkowe informacje:Przejeżdżając nocą przez góry w okolicach koła polarnego trzeba wziąć pod uwagę utrudnienia w tankowaniu. Im dalej na północ tym mniej stacji czynnych całą dobę. W górach stacji jest jeszcze mniej. Nie oznacza to, że nie można zatankować. Po zamknięciu kasy za paliwo można zapłacić w "tankomacie" ale trzeba pamiętać, że przyjmuje tylko banknoty po: 20; 50 i 100 koron. Oczywiście możemy zapłacić również kartą. Wjeżdżając na stację należy zwrócić uwagę na:czy na tej stacji mają interesujące nas paliwo (szczególnie diesel)czy za to paliwo możemy zapłacić w kasie (KASA), w "tankomacie" (SEDEL), czy tylko kartą (KONTO).W ogóle, jeśli chodzi o stacje benzynowe w Skandynawii, trzeba być przygotowanym na różne możliwości. Najlepiej mieć przy sobie 2 różne karty, oprócz tego gotówkę w banknotach po 100 koron. I trzeba pamiętać, że po wrzuceniu pieniążka mamy 15 minut na zatankowanie, później uiszczona opłata przepada. Tak czy owak są z tym problemy szczególnie w środku paliw w Norwegii należą do najwyższych w Europie, ale te różnice nie są już tak duże jak kiedyś. Najlepiej jest sprawdzić je przed podróżą na na prędkość, kary są naprawdę wysokie! Polską mentalność drogową musimy zostawić w domu. Tu nie możemy sobie pomyśleć, że jak mamy znak z ograniczeniem prędkości do 50 km, to jak będziemy sobie jechać 60-70 na godzinę to nic nie będzie, błąd pomiaru i te sprawy. Nie! Za każdy przekroczony kilometr należy się 100 Koron mandatu. Nie trudno się doliczyć, że za 10 km przekroczonej, dopuszczalnej prędkości płacimy 1000 Koron, a to już boli. I jakby jeszcze ktoś kombinował jechać 50 km/h na zakazie do 50 km to i tak należy się 100 koron mandatu, bo w tym miejscu możemy jechać góra 49 km/h. W Polsce to nie do pomyślenia, ale tu przepisy są bardzo zaczyna się w połowie czerwca i od tego momentu ceny idą do góry. W maju może zastać nas jeszcze śnieg na drogach, a po sezonie, od września dzień robi się krótki. Warto wziąć to pod uwagę przy planowaniu naszych i zdjęcia: Rudi Stankiewicz Masz pytania? Wystarczy, że do nas napiszesz lub zadzwonisz: Bestdivers@ Tel. (+48) 601321557 / (+48) 698529073

zdjęcia nurka dobrej nocy