Jeśli koszty upomnienia nie zostaną zapłacone, podlegają one przymusowemu ściągnięciu. Stosuje się dla nich takie same zasady, jak dla wyegzekwowania kosztów prowadzenia postępowania egzekucyjnego. Dlatego po otrzymaniu upomnienia, należy zapłacić nie tylko zaległy podatek czy składki z odsetkami, ale też zapłacić 11,60 zł
W przekazach ludowych wspomina się o działaniu rozkurczowym, relaksującym, a nawet stymulującym produkcję żeńskich hormonów płciowych estrogenów, jak ma to miejsce w przypadku malwy. Ziołolecznictwo może delikatnie wpływać na regulację cykli miesięcznych, jednak nie należy się spodziewać, że w ten właśnie sposób uda się
Gdzie może się spuścić? 2012-05-12 22:49:39; Ciśnienie opon w toyocie 2011-04-09 16:09:33; Piszczenie opon podczas skręcania.Dlaczego? 2015-06-13 09:59:07; Czy to zapalenie opon mózgowych.? 2013-07-31 17:36:10; Ile razy można nadmuchać balona i spuścić z niego powietrze zanim przy kolejnym dmuchaniu pęknie? 2017-07-26 09:18:10
Ulgę na internet można wykorzystać tylko dwa razy i to wyłącznie w dwóch następujących po sobie latach. Nie ma żadnych wyjątków od tej reguły. Jeśli podatnik nie jest pewien, czy
Słownik języka polskiego PWN*. spuścić się — spuszczać się. 1. «zjechać w dół, zsunąć się albo zostać opuszczonym w dół». 2. pot. «o oczku w dzianinie: spruć się». 3. wulg. «o mężczyźnie: mieć wytrysk».
Ile razy trzeba trenować na masę? Powinniśmy rozróżnić, to ile trzeba trenować, a ile razy można. Przyjmuje się, że minimalną ilością treningów, aby zauważyć efekty, są 3 jednostki treningowe w tygodniu. Oczywiście, jeśli czujemy, że możemy sobie pozwolić na większą ilość treningów, to śmiało możemy wykonać nawet
. Ja walę raz czasem 2 razy dziennie. Moim zdaniem to normalne zwalić sobie jak sie ma ciśnienie takie że sie zignorować nie da. bo raczej tak powinno być to na kumulowana energia albo ją wykorzystać albo wystrzelić ze spermą Nie należy przesadzać wiadomo bo po prostu człowiek potem jak ząbi chodzi,. Po masturbacji powinno sie odpocząć, poleżeć, albo pójść nawet w kimę jak to potrzeba, bo to dużo energii uszło z ciała. Problemem jest raz za razem albo walenie jak sie już nie ma co wystrzelić, to już problem psychiczny a nie organizmu. Podsumowując, jak cie ciśnie to wal albo uprawiaj seks jak masz z kim, po prostu musisz sie pozbyć na kumulowanej spermy, zwyczajnie ci sie chce i tyle Pomaga też wysiłek fizyczny, ciężary, sport, spacer. Jak nie potrzebujesz a chciałbyś a nie czujesz ciśnienia na to zajmij sie zwyczajnie czymkolwiek a myśli o tym odejdą i tyle.
Wstawanie na zjazdach, odpowiednio ustawiony rower, na nadgarstki dobre są ćwiczenia z hantelkami. Mówił o popularnej maści - Sudocrem. No ustawienia roweru cały czas testuję i poprawiam w miarę możliwości. Ostatnio wypoziomowałem siodełko i praktycznie przestały mi drętwieć dłonie na dłuższych dystansach, co strasznie mnie gnębiło do tej pory. Ale ból chyba przeniósł się teraz nieco na dół pleców Niestety, na prostowanie wad postawy w moim wieku już nieco zapóźno, ale robię co mogę Przetestuję częstsze wstawanie z siodełka w trasie, bo rzadko to robię. I dzięki za nazwę maści, tak mi się wydawało, ale nie miałem pewności. Z moich doświadczeń z maratonów, wyjazdów w góry i nad morze wynika, że jedzenie jest najważniejsze - jak co 2 schronisko coś konkretnego zjadłem, to miałem wrażenie, że mogę jechać cały dzień bez śladu wycieńczenia czy nawet poważnego zmęczenia. Picie też jest ważne - byle nie zwykłej zdemineralizowanej wody (ja preferuję Muszyniankę). Za dużo izotonika też mi nie służy i podejrzewam nie tylko mnie (chodzi pewnie o maksymalną zdolność przyswajania węglowodanów). "Ładowanie" organizmu zaczynam minimum dzień wcześniej. Wspomagam się maksymalnie 3 x 1 tabletką HMB - u mnie wyraźnie tłumi głód i lekko, ale sądzę że odczuwalnie zwiększa "wytrzymałość". Nie korzystam z żeli i batonów energetycznych. BB 5/2017 ma ciekawy artykuł o Glutaminie - zamierzam doczytać i spróbować. Aha - raz stosowałem jakąś poleconą maść na hemoroidy z mentolem bodajże (w aptece wiedzieli co dać i to niedrogo) - na otarcia od siodełka w trakcie etapówki w masakrycznych upałach. Pomogło. Generalnie proponowałbym też testowanie różnych (można wypożyczyć czasem) i dobranie najlepszego dla siebie - właśnie jestem pozytywnie zaskoczony Fizikiem Arione z wyprzedaży. Co do żarcia też się zgadzam. Wczoraj pierwszy raz jadłem obiad w trasie. Po 120 km. Dojeżdżając na miejsce czułem już zmęczenie, po posiłku i odpoczynku, który z racji oczekiwania na zamówienie itd. trwał chyba ze 40 minut, wstąpiły we mnie nowe siły. Zwykle jeśli zdarza mi się jakiś 15-20 minutowy postój w trasie z jakiejś przyczyny, to czuję tylko że mięśnie stygną i jeszcze pogarsza to sytuację, więc tutaj obiad zrobił swoje. Jeśli chodzi o suplementację HMB, czy glutaminą, to nie stosowałem i raczej nie będę próbował, zwłaszcza że ich działanie chyba wciąż budzi kontrowersje (tzn. jest na tyle trudne do sprawdzenia, że ociera się niemal o placebo), a wydatek nie jest to mały. Jeśli już suplementy, to chyba wolałbym pozostać przy sprawdzonych metodach, typu kofeina, czy nawet kreatyna. Na pewno efekt bardziej zauważalny w stosunku do wydanych pieniędzy. Ale póki co nie mam ochoty bawić się w takie kombinowanie, kofeina wystarcza Żele energetyczne to używam w zasadzie głównie ze względu na zawartość kofeiny (bo kawy w bidonie woziL nie będę) i niewielkie rozmiary. Osobiście mam wrażenie, że od żeli znacznie lepiej działa zwykły, dobry banan. Cenowo również nie do przebicia Przetestuję tę kofeinę w tabletkach, to może i też przestanę kupować żele. @kuba79, z tego co piszesz to 300 możesz robić z marszu. Najwyżej średnia Ci spadnie na 27. ;-) Czy wg Ciebie to, że jeździsz na gravelu na duże znaczenie dla osiąganych przez Ciebie średnich prędkości? Dla mnie takie wyniki to kosmos na crossie jakbym 25 utrzymał na 200 km to byłoby super. No nie jest tak hop siup z tą 300. Na tyle co poznałem swój organizm, to wiem, że kluczowe jest odpowiednio dobrane tempo do dystansu i warunków, a czasem głupie 20-30 km może stanowić drastyczną różnicę. Ostatnio np. zrobiłem trasę 120 km przy silnym wietrze, który przez większość trasy miałem tak prawie od frontu lub z boku. Postanowiłem wykręcić wynik i po 80 km ciągle miałem średnią ~30 km/h. Później zaczęło się robić ciężko, a ostatnie 20 km miałem wiatr w twarz i do tego sporo górek, jechałem już miejscami 16-18 km/h, nogi paliły niemiłosiernie i modliłem się, żeby wreszcie dotrzeć do celu Ostatecznie średnia spadła do 28 km/h. Umordowałem się bez porównania mocniej, niż wczoraj na tych 210 km. Ale myślę, że jakbym wczoraj dołożył jeszcze 20-30 km, to też zaczęłoby się robić dramatycznie Zmęczenie niestety nie postępuje liniowo. Po 100 km mogę się czuć ok, a po 110-120 gonić już resztkami sił. Wczoraj skupiłem się na regularnym jedzeniu i trzymaniu spokojnego tempa (bo zwykle założenia sobie, a życie sobie i człowiek ciśnie ile się da), to mnie chyba uratowało. Co do roweru, to trudno powiedzieć. Myślę, że zdecydowanie większe znaczenie ma uczciwie przepracowana zima na trenażerze, gdzie wybrałem sobie plan treningowy i jeździłem robiąc interwały itd. Moim pierwszym rowerem był cross, na mojej "trasie testowej" ok. 40 km, wychodziły mi na nim średnie w okolicy 26 km/h z kawałkiem. Później kupiłem szosówkę, z myślą że teraz to będę śmigał... No i generalnie, to początkowo na szosówce wykręciłem na tej samej trasie podobną średnią, co pod koniec poprzedniego sezonu crossem (po zimowej przerwie), później jak się troche rozjeździłem to średnie wzrosły o jakieś 2 km/h, do jakichś 28 z hakiem. Nie ma co ukrywać, szału nie było. Szosówką ukręciłem na 150 km/h średnią ok. 26 km/h. No i teraz potrenowałem uczciwie całą zimę, szosówkę sprzedałem i nie miałem już okazji sprawdzić wyników. Kupiłem za to gravela, z myślą, że jak będę jeździł z 1km/h wolniej niż szoską, to przeboleję. No i tu zaskoczenie, bo na owej trasie 40km pierwsza jazda to wynik ponad 31 km/h... Mimo, że opony 1,6 i rower cięższy prawie 3 kg. Więc jeśli chodzi o pytanie, to myślę że znacznie większe znaczenie ma trening. Sam rower, jeśli patrzymy gravel vs cross, to myślę że tutaj zysk może być głównie z niższej pozycji. Na crossie miałem zamontowaną lemondkę i położenie się na niej przy prędkości 30-33 km/h dawało dodatkowy 1-2 km/h. Więc myślę, że tutaj zysk może być podobny. Kolejna kwestia to niższa waga (odchodzi przedni amortyzator itd.), ale to wielkiej różnicy nie robi na płaskim, bardziej pod górkę. Opony w tym samym rozmiarze, więc bez różnicy, ewentualnie jeszcze kwestia przełożeń. Osobiście uważam, że lepiej mi się jeździ na dwóch tarczach z przodu, mniej kombinowania, no i jednak 50 zębów z przodu, cross ma chyba 48? Generalnie, tak na pewno jeździ się trochę szybciej, ale po zestawieniu crossa z szosówką (która z pewnością jest najszybsza), to cudów bym nie oczekiwał. Dla mnie wielkim plusem gravela jest baranek, o wiele wygodniejszy w długiej trasie. No i samo takie uczucie jazdy szosówką, dla mnie rewelacja i działa motywująco do ciśnięcia Recepta jest w zasadzie prosta. Niedawno objechał mnie gość na MTB, ale kręcił na dość miękkim przełożeniu ze 120 rpm, albo i więcej. Przez cały czas, kiedy go miałem w zasięgu wzroku. Niestety - ja przez wiele lat przyzwyczajałem swoje mięśnie raczej do jazdy siłowej i na starość nie chcą tak szybko kręcić. Przynajmniej nie przez długo. No ja się staram jeździć na "wysokiej" kadencji i stopniowo ją podnosić. Na tę chwilę czuję się komfortowo w zakresie 85-105 obrotów, staram się kręcić tak powyżej 90, chociaż wczoraj średnia wyszła mi ledwie 84. Jadąc siłowo szybko zaczynam odpadać. Mięśnie palą i po imprezie Muszę chyba jednak popracować jeszcze i nad siłą, żeby wysoką kadencję utrzymywać przy nieco twardszym przełożeniu.
#1 Napisano 27 wrzesień 2009 - 10:22 Może wyda Wam się to pytanie głupie ale ile razy wasi faceci mogą ? np w jeden wieczór ile razy dadzą radę? Ja się zastanawiam bo mój Misiek czasem daje radę kilka razy nawet 5 a czasami dwa razy i mówi że koniec Tylko że u nas przedział czasowy to najwyżej trzy godziny bo nie sypiamy ze sobą całą noc.... Do góry #2 Roxi Roxi Użytkownik 3496 postów Wzrost:175 Włosy:ombre Partner:A :) Nastrój:Zadowolona Odznaczenia: Odznaczenia użytkownika Napisano 27 wrzesień 2009 - 11:29 my zrobilismy to najwięcej 4 razy pod rząd, a najdłuższy stosunek to 1,5 h non stop. Ale ja jestem zwolennikiem szybszych (ale nie za szybkich) numerków. Do góry #3 monia66 monia66 szczęśliwa mamusia Użytkownik 3169 postów Stan:zaobrączkowana Partner:mężulek Nastrój:Neutralna Odznaczenia: Odznaczenia użytkownika Napisano 27 wrzesień 2009 - 13:43 3 razy w ciagu dnia (oczywiwscie z przerwami) przerwa wynosila pomiedzy poszczegolnymi stosunkami 1- 1,5h potem kolejny i kolejny. Kiedy chcialam po raz 4 moj chlopak powiedzial STOP . Czasami konczy sie na 2 razach w ciagu dnia a czasami tylko na 1 wszystko zalezy od dnia i nastroju bo sa takie dni gdzie nie zawsze mamy ochote na sex. Albo ja albo moj partner Do góry #4 Asiulek Napisano 27 wrzesień 2009 - 13:47 Najwiecej było 5 razy , i nie to, ze byly to szybkie numerki, ale ok godzinne stosunki. Takie maratony zdarzaja sie często, po tygodniowym nie widzeniu sie. Ogólnie trafilam na dlugodystansowca , najczesciej jest jeden , ale porzadny stosunek , tak okolo godzinny wlasnie. Do góry #5 WweronikaA Napisano 27 wrzesień 2009 - 16:11 u nas przeważnie jest szybko ale ja chcę zawsze kilka razy a szybko a W to by chciał raz ale powoli a później szybko Więc ja zawsze namawiam do kolejnych razów Do góry #7 kashira Napisano 27 wrzesień 2009 - 16:51 Kurcze a ja nawet nie wiem... Jakos nigdy nie zwracam na to uwagi mimo ze czasem zdarza nam sie bawic kilka razy na dzien Ale u nas raczej to zawsze jest szybko... powoli nie umiemy Do góry #8 Lolka000 Napisano 19 luty 2010 - 13:08 hmmm doświadczyliśmy ostatnio dziwnej sytuacji... kochając się ok 40 minut B. miał orgazm i normalnie doszło do wytrysku, ale jego penis nie opadł dalej pozostał, że tak powiem zwarty i gotowy no i kochaliśmy się drugi raz jakieś 15 minut... i B. miał drugi orgazm. nie było przerwy między tymi dwoma stosunkami... generalnie fajna sprawa mam nadzieję, że to nie jest żaden problem czy któraś z Was doświadczyła czegoś takiego...?? mam nadzieję, że piszę w dobrym temacie a jak nie to proszę o przekierowanie Do góry #9 89kasienka89 Napisano 19 luty 2010 - 16:39 czy któraś z Was doświadczyła czegoś takiego...??A no owzem, zdarzalo sie, zdarzalo mam nadzieję, że to nie jest żaden problema jaki problem, cieszyc sie powinnas Miłość, marzenia, uczucia i myśli, jeszcze raz uwierz w siebie i uwolnij ten instynkt Do góry #10 Camomile Napisano 19 luty 2010 - 21:02 mam nadzieję, że to nie jest żaden problem Kobieto, tylko pozazdrościć Mój M. to ma powera... ostatnio to 2 godziny nam zajeło Kobiety... nie można z nimi ani przegrać, ani wygrać Do góry #11 Lolka000 Napisano 19 luty 2010 - 22:11 a jaki problem, cieszyc sie powinnas no i ciesze się ciesze... jak na razie raz mu się to zdarzyło, ale mam nadzieję, że się powtórzy doznania boskie... no i ta satysfakcja na twarzy B. ... bezcenne znów pewna nowość w łóżku... ożywienie Do góry #12 aniolek222 Napisano 06 kwiecień 2011 - 14:50 Może wyda Wam się to pytanie głupie ale ile razy wasi faceci mogą ?np w jeden wieczór ile razy dadzą radę?Ja się zastanawiam bo mój Misiek czasem daje radę kilka razy nawet 5 a czasami dwa razy i mówi że koniec U nas różnie to bywa Mój naj wiecej doprowadził mnie 7 razy pod rząd czyli bardzo długo Do góry #13 nikus nikus Użytkownik 3355 postów Nastrój:Zakochana Odznaczenia: Odznaczenia użytkownika Napisano 06 kwiecień 2011 - 14:57 Mój naj wiecej doprowadził mnie 7 razy pod rząd czyli bardzo długo Lo matko Moj maz moze wiecej niz raz, ale na pewno mniej niz 7 Zanim zostałeś poczęty - pragnęłam Cie , zanim się urodziłeś - kochałam Cię , nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa za Ciebie umrzeć... Do góry #14 aniolek222 Napisano 06 kwiecień 2011 - 15:13 Mój naj wiecej doprowadził mnie 7 razy pod rząd czyli bardzo długo Lo matko Moj maz moze wiecej niz raz, ale na pewno mniej niz 7 To było maxymalnie Ale był odjazd Częściej bym tak chciała:) |Ale bardzo czesto do 5 razy i jest super bardzo się stara jest kochany Do góry #15 neandra Napisano 07 kwiecień 2011 - 10:54 hehe ciekawe pytanie. tak 2-3 razy Do góry #16 jasiek Napisano 07 czerwiec 2011 - 18:45 powiem wam tak dziewczyny jak miałem 20 lat to potrafiłem to zrobić 5 razy bez wyciągania i wogule mi nie opadał fakt że pierwszy numerek to kilka a ruchów i po sprawie ale kolejne coraz dłuższe im facet starszy tym mniej może mam teraz 34 lata i przeważnie raz czasami dwa razy Do góry #17 harry84 harry84 Zbanowani 890 postów LokalizacjaWrocław Nastrój:Brak Odznaczenia: Odznaczenia użytkownika Napisano 08 czerwiec 2011 - 08:42 im facet starszy tym mniej może Ja bym się jednak do końca nie zgodził... Jednak ilość stosunków zależy od wielu innych czynników a nie od samego wieku. Moim zdaniem największy nacisk trzeba kłaść na kondycję, to wynika z logicznego punktu widzenia Dopóki nie ma problemów z erekcją to seks można spokojnie przyrównywać do sportu... możesz więcej, wydajniej, dłużej, efektywniej jeżeli masz dobrą kondycję! Poza tym 34 lata... nie wyobrażam sobie "sflaczeć" w tym wieku Trzeba dbać o siebie i tyle "Każdy może być ojcem, ale trzeba być kimś naprawdę wyjątkowym, żeby być tatą..." STOP rakowi szyjki macicy Do góry #18 Sajuri Napisano 10 czerwiec 2011 - 10:59 7 razy chyba bym zeszła ze swiata po tylu razach Jednak ilość stosunków zależy od wielu innych czynników a nie od samego wiekusie zgadzam. Bardziej stawiam na: zdrowiemało stresukondycje niż tym 34 lata... nie wyobrażam sobie "sflaczeć" w tym wieku czyli ze M. za 4 lata miałby juz nie miec sił ??nie no prosze Co do ilosci ....liczy sie JAKOSC, nie ilość Prosilam o wszystko, zeby cieszyc sie zyciem. Dostalam zycie, zeby cieszyc sie wszystkim Do góry #19 malutka316 Napisano 10 czerwiec 2011 - 12:38 Jesli mieśliśmy taki leniwy dzień i z przerwami to nawet do 5 razy `Ludzie wybierają to co przyjemniejsze dlatego piją kawę z mlekiem, wódkę z sokiem oraz kochają ciałem a nie duszą!` Do góry #20 Marzycielka24 Napisano 10 czerwiec 2011 - 19:43 Przepraszam czy to licytacja? Jak tak to przebijam Ale najładniej wydaje mi się podsumowała to Sajuriliczy sie JAKOSC, nie ilość Do góry
nie mówię o zauroczeniu. mam milion myśli na minutę, muszę coś z tym zrobić. mysle ze raz kocha malo kto, tak wiec na pewno kilka hmm ja myślę że ta pierwsza miłośc zawsze jest trochę inna niz późniejsze i zostaje w pamięci ale da się zakochać parę razy na pewno oglądałam taki program o miłosci i tam mowili ze statystycznie człowiek zakochuje sie 7 razy w życiu ;p ale żeby tak w jednym czasie? jestem już bardzo długo w związku, no i tutaj jest problem... zakochać chyba raz, ale ciężko odróżnić zauroczenie od zakochania aa to chodzi, że w 2 osobach na raz? Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2013-05-25 13:36 przez blackchocolate. ja byłam(jestem) zakochana raz i myślę, że tak zostanie. ALe chyba więcej niż raz można być zakochanym:-) A to jest jakiś limit zakochań? To chyba zalezy od człowieka. tak, w dwóch osobach jednocześnie. w związku jestem od trzech lat, kochamy się, niby jest wszystko dobrze, ale nagle pojawił się ktoś, kto uzupełnia niedociągnięcia w moim związku i strasznie mi to miesza w głowie. Spędzamy razem bardo dużo czasu... ale autorka dodała później że zakochała sie w dwóch na raz Cytattailorshop ale żeby tak w jednym czasie? jestem już bardzo długo w związku, no i tutaj jest problem... skoro zauważyłaś tą drugą osobę to chyba jest coś na rzeczy, ciężka sprawa. Najważniejsza rzecz to być z osobą którą się kocha i czuje się z nią najlepiej. Ja bym zadała sobie takie pytanie: za kogo mogłabym poświęcić życie? Takie pytania na początku znajomości raczej nie przechodzą mi przez myśl, ale czuję się taka wiecie. nie wiem, jak to nazwać, ale świruję czując zapach tego drugiego w powietrzu i na samą myśl, dostaje palpitacji serca dawno nie zmagałam się z takim problemem. Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2013-05-25 13:52 przez tailorshop. Wszystko zależy od człowieka. Może Twój obecny partner nie jest dla Ciebie odpowiedni, bo zakochana kobieta innych facetów traktuje neutralnie. Musisz się zastanowić czy Twój mężczyzna jest tym, z którym jesteś w stanie być przez kolejne lata. Wydaje mi się, że obecnie jesteś zafascynowana nowym facetem, który wkradł się w Twoje życie i pewna nieosiągalność potęguje to zauroczenie. Myślę, że Ty sama powinnaś wiedzieć czego chcesz i co zrobić. Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.
Liczba wyświetleń: 645Zajmując się w swej Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej kolejnym przypadkiem jakże „udanej transformacji społeczno-ekonomicznej w Polsce”, czyli po prostu starając się pomóc jednej z wielu osób zgnębionych przez patologiczny system finansowy i prawny III RP – Piotr Ikonowicz zapytał gorzko, retorycznie i słusznie: ile razy można spłacać ten sam dług?Praktyczna nieprzedawnialność zobowiązańOdpowiedź jest niestety równie ponura, jak historia kobiety, która po spłaceniu zł długu jednej firmie windykacyjnej – teraz ma do zapłacenia zł na rzecz firmy kolejnej, która w międzyczasie zobowiązanie to odkupiła. Odpowiedź ta brzmi: wciąż nieskończenie wiele razy, przy czym winne są nie tyle/tylko same przepisy, ale przede wszystkim praktyka sądów. Po prostu, za podstawę dochodzenia roszczenia nadal uznaje się moment nabycia długu przez występującego z roszczeniem. A zatem wystarczy wyegzekwować jakąś część, przed okresem przedawnienia sprzedać – i ten liczy się ponownie, już dla nowego wierzyciela. W postępowaniach nakazowych sądy nie wymagają bowiem wskazania PIERWOTNEJ podstawy, a zatem i daty powstania długu. Że tak już robić nie powinny, bo przecież co najmniej od 2018 r. powinny jeszcze wnikliwiej badać roszczenia? Ale nie prowadzi to też do takich kuriozów, że dłużnik nie wiedząc o sprzedaniu swego długu – nadal spłaca go pierwotnemu właścicielowi, który oczywiście nie ma obowiązku informować, że wierzycielem już nie jest. Gdy więc zgłasza się wierzyciel nowy – upiera się on, że również jego roszczenie jest zupełnie nowe, spłaty na rzecz kogoś innego go nie interesują, a sąd często przychyla się do tego zdania. A co wtedy ma zrobić nieszczęsny dłużnik, który przecież już raz zapłacił? Dowiaduje się co najwyżej, że przecież teraz sam może dochodzić zwrotu wpłaconych pieniędzy, oczywiście na drodze sądowej, odpłatnie i bez żadnych gwarancji, bo na taką okoliczność wierzyciele mają zawsze stosy zaległych kosztów i opłat, na których poczet rzekomo idą nadpłacone w dobrej wierze nadal bezkarniInne słynne kurioza, potwierdzające tylko, że III RP jest państwem bezwzględnej przewagi prawnej i egzekucyjnej wierzycieli i komorników nad dłużnikami – były już wielokrotnie opisywane i niejeden rząd obiecywał ich zmianę, na czele z kuriozalną interpretacją osławionego art. 845 kpc, zdaniem lobby i niestety wielu sądów w Polsce – pozwalającego komornikom łapać, zajmować, zabierać i sprzedawać niemal wszystko co im wpadnie w oko i w ręce, nawet jeśli w ogóle nie należy do dłużnika, tylko do kogoś z jego bliskich (nawet w rozdzielności majątkowej) czy w ogóle osób postronnych. Choć też niby był on nowelizowany i przez jakiś czas lobby komornicze zachowywało pewną wstrzemięźliwość – to dziś sytuacja znów wróciła do niechlubnej normy. Czemu? Ano ciągle przez niewzruszoną spiżowość przepisów – i znowu, PRAKTYKI sądowej, chroniącej czynności komornicze przed skutecznym zaskarżeniem (blokujące opłaty dla dłużników, a więc osób z definicji często pozbawionych majątku i środków finansowych) czy choćby wstrzymaniem biegu egzekucji, nie mówiąc o zabezpieczeniu nieprawnie zajętych składników majątkowych przed dalszą odsprzedażą. Co gorsza zaś, nawet gdyby jakimś cudem w końcu udało się dokonać REALNYCH zmian w kodeksie postępowania cywilnego – to i tak styk sądowo-komorniczy jest w III RP tak przeżarty patologią, kolesiostwem i wspólnictwem, że można spodziewać się czegoś w rodzaju biernego oporu sądów przed prawdziwym chronieniem praw dłużników i poszkodowanych przez lobby reformaZresztą, o jakiej reformie prawa mówimy, skoro parę razy dłubano już w terminach przedawnień, niby to zwiększano ochronę dłużników, ale wszystko to rozbijało się o fakt, że posłowie nie znają materii, nad którą głosują, za to doskonale zna ją lobby windykacyjne i komornicze. Zgoda, w 2018 r. zmieniono kodeks cywilny, nowe brzmienie jego art. 118 i 125 par. 1 mogłoby być korzystniejsze dla dłużników, sądom nakazano większą staranność w rozpatrywaniu roszczeń, ze szczególnym uwzględnieniem terminów – ALE po pierwsze, nawet kc to tylko ustawa, a ludźmi są ludźmi, w przypadku całej masy sędziów w Polsce niezbyt lotnymi, niekoniecznie zawsze uczciwymi i pracowitymi inaczej. Po drugie zaś – nie odebrano lobby windykacyjno-komorniczemu jego podstawowych narzędzi: wspomnianego manipulowania datą powstania zobowiązania, a także komorniczej sztuki wstrzymywania biegu przedawnienia, uzyskiwania kolejnych sądowych tytułów egzekucyjnych na ten sam dług itd. Co w tej sytuacji dały same skrócenia terminów, skoro w nieskończoność liczy się je od początku i egzekwuje wciąż na nowo?Zmiany zamiast reformStąd też, żeby COKOLWIEK rzeczywiście zmieniło się na dzisiejszym patologicznym rynku długów w Polsce, potrzeba by:– to na wierzycielu przed uzyskaniem klauzuli wykonawczej spoczął realny OBOWIĄZEK wskazania pierwotnej daty powstania zadłużenia oraz przedstawienia PEŁNEJ dokumentacji dokonywanych nie tylko obciążeń, ale przede wszystkim SPŁAT – i by obowiązek ten był naprawdę EGZEKWOWANY, wraz z WERYFIKACJĄ tego materiału przez sądy w inny sposób niż „rozpatrzenie” 250 wniosków o nakaz zapłaty w przeciągu 15-minutowego posiedzenia;– terminy przedawnień wobec tak ujawnianych dat zaczęły być traktowane ściśle;– komornicy i podmioty posługujące się sądowymi tytułami egzekucyjnymi byli z mocy prawa zobowiązani do natychmiastowego zwrotu niesłusznie pobranych kwot/zajętych, a zwłaszcza odsprzedanych dalej dóbr będących zabezpieczeniem długu, a powództwo przeciwinterwencyjne stało się rzeczywiście stosowaną, uproszczoną procedurą;– skargi na czynności komornicze zostały zwolnione z opłat, wstrzymanie zaskarżanej czynności na wniosek nie było już tylko pustym zapisem jak obecnie, a przedawnienie komornicze zaczęło biec bez przerw i wyjątków od momentu wszczęcia postępowania i w terminach właściwych dla rodzaju ustawowej regulacji wysokości nie tylko maksymalnych odsetek kapitałowych, ale RÓWNIEŻ wszelkiej maści dodatkowych kosztów i ukrytych (?) opłat doliczanych do pożyczek/rat/kredytów nawet nie ma co mówić, bo to oczywistość. Znowu – niby to zapisano w art. 359 i 481 kc, ale realnie obchodzona i to dość bezczelnie przez wszelkie parabanki, a za nimi i firmy windykacyjne (co często na jedno wychodzi).III RP – państwo komorników i lichwiarzyIII Rzeczpospolita nie jest tylko jest państwem solidnie już zadłużonym – ale jest i krajem dłużników, choć systemem prawno-finansowym napisanym wyłącznie pod wierzycieli, sektor finansowy i podyktowanym przez lobby komornicze i windykacyjne. I niczego konkretnego w tym zakresie nie zmieniły rządy tak przecież „solidarnego” i „socjalnego” Prawa i Sprawiedliwości, ni w zakresie realnie egzekwowalnych zapisów prawa, jak i zwłaszcza praktyki jego stosowania. Również w wojnie PiS z sędziami nie chodziło przecież wcale o pozbycie się tych co głupszych i nie uczciwszych, ale i dobranie takich samych, tylko swoich na stanowiska administracyjne w sądownictwie. A najbardziej szyderczym paradoksem pozostaje, że elektoratem partii (i to dwóch, bo tak PiS-u, jak zwłaszcza w tym zakresie rzekomo wyspecjalizowanej Solidarnej Polski) – pozostają w dużej masie ci, dla których nadal wciąż rozpaczliwa obrona przed windykatorami i komornikami pozostaje smutną to jest właśnie wielki, nieprzedawnialny, ale niestety, wciąż nie egzekwowany dług PiS-u wobec Konrad Rękas Źródła:
ile razy można się spuścić